Wszystkie wpisy, których autorem jest Dariusz

W Chorzowie Starym zderzą się pociągi


Puszczamy pociągi na wyczucie, nic nie widzimy na monitorach, wydajemy maszynistom rozkazy przez radiotelefon, zwrotnice przestawiamy ręcznie, jak za króla Ćwieczka – mówią dyżurni ruchu ze stacji Chorzów Stary. To dla nich nie tylko trudniejsza praca, ale niebezpieczeństwo dla podróżnych

Rodowici mieszkańcy Chorzowa nie wiedzą, że jest taka stacja Chorzów Stary. Pół godziny błądziliśmy po mieście w jej poszukiwaniu, przechodnie nie potrafili nas pokierować. Nie widać jej z drogi, chociaż budynek jest okazały. Skryty od ulicy za chaszczami, stoi na środku jedynego peronu. Nie da się doń dostać samochodem, od ubitej, wąskiej drogi oddziela go szeroki pas torów, zarośniętych, dawno nieużywanych. Nie można też przejść nad torami, kładka jest zamknięta z powodu groźby zawalenia. Gdyby nie prośba o interwencję tutejszych dyżurnych ruchu, pomyślelibyśmy, że to opuszczony dworzec. Drzwi i okna budynku zabite są dyktami albo zamurowane, życie toczy się tylko w nastawni na piętrze. Nie funkcjonują poczekalnia ani nawet kasy. Ale pociągi tędy kursują i zatrzymują się, nawet osobowe, w kierunku Katowic i Lublińca.

– Pięć lat temu uległy awarii urządzenia komputerowe i z miesiąca na miesiąc jest coraz gorzej – zaalarmowali „Gazetę” pracownicy stacji. Anonimowo, nie wolno im rozmawiać z dziennikarzami. Twierdzą, że pracodawcy nic z tym nie robią. – Od dwóch miesięcy komputery nie działają kompletnie. Puszczamy pociągi na wyczucie. Co to znaczy? Wiem, że pociąg ma wjechać mniej więcej za dwie, trzy minuty i tyle. Wcześniej widzieliśmy cały ruch na monitorach komputera. Teraz nic. Wydajemy maszynistom rozkazy przez radiotelefon, zwrotnice przestawiamy ręcznie, jak za króla Ćwieczka – powiedzieli nam dyżurni ruchu.

– To jest tak jak przesiąść się z mercedesa do małego fiata. Dyżurni mają więcej pracy, muszą udawać się w teren, żeby przestawić pociąg na inny tor, jak za dawnych czasów, a tu pogoda nie najlepsza. Ale poziom bezpieczeństwa jest zachowany. Nie ma zagrożenia dla podróżnych – mówi Zbigniew Czyż, zastępca dyrektora zakładu linii kolejowych PLK w Tarnowskich Górach, któremu podlega Chorzów Stary. Przyznaje, że system komputerowy nie działa.

– Ale ruchem pociągów zawsze kierował człowiek – dodaje. Dyżurni twierdzą, że to bzdury.

– Kierowanie ruchem to jak układanie puzzli, musi być pełen obraz, dopasowana każda część. A u nas wszystkie urządzenia pracują niezależnie, nie mamy żadnych automatycznych zabezpieczeń rozjazdów, pewności, że droga jest wolna. Człowiek łatwo się może pomylić – mówią. Pracują w systemie zmianowym. Dniówka trwa od szóstej rano do szóstej wieczorem albo odwrotnie. – Bywa, że przez półtorej godziny nie odrywamy się od telefonu. Po sześciu godzinach pracy w takich warunkach trzeba wychodzić przed budynek przewietrzyć się, żeby umieć myśleć – opowiadają. Podróżni na trasie Katowice – Lubliniec już mogą odczuć skutki awarii w Chorzowie Starym. Z powodu ręcznego przygotowywania drogi przebiegu pociągu (choćby dyktowania i powtarzania rozkazów wjazdu i odjazdu) są opóźnienia. – I w każdej chwili może dojść do zderzenia. Jesteśmy tylko ludźmi – mówią dyżurni. Czyż wyjaśnia, że właścicielem urządzeń jest Elektrociepłownia Chorzów Elcho.

– Mam od niej informacje, że odda urządzenia do naprawy producentowi, firmie Siemens. Gdyby to była nasza własność, dawno zrobilibyśmy z tym porządek – mówi dyrektor. Nie będzie to pierwsza naprawa w ciągu ostatnich pięciu lat. Ostatnia była dwa tygodnie temu.

Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice